Nowe miasto, nowy dom, nowa szkoła. Bałam się tego. Jak zaakceptują mnie inni, czy przyzwyczaję się do nowego miejsca. Bo w sumie to jest całkiem obce dla mnie miejsce. Całe życie spędziłam w Japonii. Razem z matką, siostrą i świętej pamięci ojcem, który, niestety, umarł na zawał serca. Mama rok później wzięła ślub drugi raz.
Jechałam właśnie samochodem wraz z siostrą – Renesmee, która urodziła się w tym samym czasie co ja, ale nie jesteśmy bliźniaczkami, można powiedzieć, że ja bardziej przypominam Azjatkę niż ona. Nasza mama prowadziła samochód. Ren – bo tak nazywam siostrę – wydawała się nie przejmować zmianami. Słuchała muzyki ze swojego odtwarzacza mp3 i nuciła jakąś piosenkę pod nosem, ale tak cicho, że tylko ja zdołałam to usłyszeć. Jestem ciekawa, o czym właśnie myśli.
Dojechałyśmy do granic miasta, gdzie zobaczyłam tabliczkę z napisem Sillent Hill. A czy to samo miasto z gier i filmu? W sumie, może być ciekawie, mieszkać w opętanym mieście, chociaż na pewno to zwykłe miasto, a szkoda.
W pewnych miejscach było kolorowo, dalej trochę szaro, potem znowu kolorowo i tak dalej. Podobało mi się.
- W tej dzielnicy będziemy mieszkać – powiedziała po pewnym czasie moja mama.
Pełno tu żuli i mocherów, fajnie. O, jakiś chłopak na desce...
- A to nasz blok – wskazała mama. Niczym szczególnym się nie wyróżnia.
- To już jesteśmy na miejscu? - zapytała Ren, gdy samochód się zatrzymał.
Mama przytaknęła a ja nie słuchałam dalszej konwersacji. Wzięłam swoją walizkę na kołach, gitarę basową i torbę – każda z nas miała ze sobą mało bagaży, gdyż nasz obecny ojciec który przyjechał tutaj wcześniej zabrał znaczną ilość naszych rzeczy.
Fajnie, że mieszkamy na samej górze, będę mogła zalewać tego żula co widziałam piętro niżej, o ile to było jego mieszkanie.
Wchodząc do mieszkania przywitałam i uściskałam się z ojcem, który niecierpliwie na nas czekał. Od razu znalazłam się w naszym – wspólnym z Ren – pokoju. Ściany były koloru różowego i turkusowego. Przy ścianie stało piętrowe łóżko.
Będę fajna, zamawiam dół~
Moje i Ren rzeczy zapakowane były w pudła. Te zaś przywiózł ojciec, bo my miałyśmy ze sobą większość ubrań. Gitarę postanowiłam, że sama wezmę.
Od razu przywitałam się z Juliet – kotką, którą kochałam, a stęskniona Ren wyła coś do swojego szczurka – Romea. Imiona celowe.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz